PL | EN

L.U.C

Przebudzenie 5 - PYYKYCYKYTYPFF

7 PRZEBUDZENIE - DIGITOWOKALAFONIA
w alternatywie do trendów, w
alternatywie do mody
pogody, pędu koniunktury,
krytykantów zgody
lekko jak Otylii motyl ullatują Luca
floty
to do do dotyk
przebudzenia w krainie mikrofo
nowej przygody
z elektronowej brody nagle
z jednego body dy dy dyktowane
na obwody dyski, błyski, kable
światłowody dy dylematy
magicznej mózgu komody magle
Eluce ma loty metody ka
lafonia muzyki dotyka mej cno tym
zapamiętasz mnie jak Kofta swe
ogrody
jak żagle z konopii
wśród kopii nielegalnie zielenie się
jak skóra Yody do piii ęt mi dobiii erają się
zawistne szczurkowrzody tony
zawiści łodyg
lecą na nogi kłody
parapety paru pararaperów
bladych jak dwa litry wody
pomysły prysły z nich jak z
trądzika kropla ropy
składacie rymy jak paralityk diody
zapętleni jak ruchome schody
ale nie o tym jak hydraulik rurki zgrzewa mnie
do jakiej wody Eluce podobny
jestem tylko sobą królestwo swe
uczciwie buduję jak Chrobry

wywijam językiem niczym ogonem
krokodyl

wymijam etykie ty powracam jak
żałoby, regularne prądy
grą bym nazwał moje hobby jak
dla tego narodu groby
wczoraj powstanie dziś w
Afganistanie bomby
hełm pęka
znowu wstęga
nienawidzę a zarazem kocham ten
kraj
wącham podziwiam w talentach
wstydzę szydzę gdy dla centa
załatwią Ci weekend w
apartamentach
z widokiem na pogrzeb prezydenta
brzydzę się Was jak kapcia mięta
bitwy o krzyże agresja święta
ze skrajności w skrajność
jak czarnobiały Pentax
od bandy do bandy jak Kubica na
zakrętach
hipokryzji menda
znamy się na tych patentach

powroty Eluce schiz torycznej
misji
trotyle w sztuce repeta słów
amunicji
w patrioty zmu peruce posadzony
jak doktor w komisji
nie macam się ze Sztampolandem
jak z bankrutami leasing
jestem krytyczny jak poziom
etyczny politycznych scysji
nobilitacje dają skrzydła kurs
utrzymam czy jak Tupolew ulegnę
kolizji
składam korale wizji
morale rodaków rosną
jak zyski z esemesów u Rydzyka
na zakrystii

( Tu telefonia OJCA
aby wyspowiadać się wciśnij
jeden
aby złożyć ofiarę wciśnij dwa
aby połączyć się z mesjaszem
wciśnij 3
aby połączyć się z Judaszem musisz wydać więcej niż masz na
koncie aby połączyć się z piekłem 666
wciśnij
zadzwoń do Agnieszki Ch. aby
połączyć się z naszym nowo
otwartym działem narcyzji)
Lucu a przede wszystkim nie
śpiewaj o kosmitach jeśli chcesz
być w telewizj

4. TYŚ JEST TEŻ INSTRUMENTEM MYŚL WIĘC
Tyś jest też instrumentem myśl więc
czyją masz na sobie rękę gdyż ten
system promieniuje jak rentgen błyśnie
obranduje Ci metkę, wcieli do koła pędem
żyje momentem
kiedy wyrywam mu dusze mym medykamentem
enter tnę jak Husqvarna
elucewangarda taka to pluskwa o głowy walka
z nami po gusta mocy petarda 
dynamit usta prawda na wargach
prawda tłusta
Lucowa marka siła lewarka
nowa to karta A mowa Harta
mowa uparta myślą poparta
głowa latarka słowa na wartach
towaru miarka metafor barka
grywam na farta tylko w bilarda
krowa na nartach magia  
lata tak jak ja a Luc to nie plagiat
  to swój monarcha
to rymu tartak
metafor Sparta kus 
konkluz ja muz yka
bez móz gu to Gruz ja
muzyka bez mózgu
zjada dotyka nas jak Azjata kus kus
   Ty i Tom Cruise 
toniemy w niemym plus ku
reanimuje myśli muskół iluzja
kultury spustoszenie sieje jak korupcja u Rusków
  zrób Pan coś z tym Panie Buzku czy Tusku
0% na sztukę to nie kwestia gustu
tu to jak aktorka porno bez biustu
co miesiąc topicie dwustu  
Artystów u stóp
a potem dziw, że Chopin
zmarł po francusku
wiecznie nie doceniamy własnego spustu
sprzedajni jak poligon w Bierdusku
będą tego
systemu kaleki na wózku
jestem instrumentem
systemu fragmentem
sam grać sobą będę
wypluwam przynętę
jestem instrumentem
pluskwy elementem
muzyka mym
wszechmedykamentem

5. L.U.C jak dziadek w kiosku całe życie w Ruchu
L.U.C jak dziadek w kiosku całe życie w Ruchu
mam dom ale go mam w tygodniu na 2 dni
kocham go bywam tam jak narkoman w poradni
random mota mi dni jak numerek w szatni  
znam to jak pijak stabilizacji brak mi
dyktando kalendarza, który trzyma w matni
mam to widzę cel jak mordercy płatni
więc gram to śmigam jako fala do uszu bratnich
prawdo mówny rymoskrupulatnik
plan to grać wam więc przemierzam kładki
auto sunie telepią resory klatki
łatki pod kołami papka tak tak
studio i bus to moja klatka kratka
w kółko
jak po ustach pomadka gradka
pkp roladka gram taxi stop klatka
scena hotelefon klatka gram
boto moja matka spam foto sucha gadka
plan klatka śni się motorynka dziadka
samoloty z rzadka scena próba klatka
wa na pot kana pułapka mikadze jabłka
do busa kanapka i znowu klatka
przemieszczam się pomieszczeń do
pomieszczeń
ile jeszcze tychże przemieszczeń zmieszczę
  słońce czy deszcze
pędzę tu i tam
za oknem ktoś przewija tło po co?
  przecież je już znam
w kieszeni pęk tłucze Tabcin klucze porwane chaos migracji
ja znów kradnę w akcji
karty klucze do szaf hotelowych łóżek do ubikacji na stacji
pociąg relacji Ziemia Jowisz do saturacji
ciało nie nadąża do mózgu narracji
cykle rotacji nie ogarnięty jak zabudowa stołecznej urbanizacji
oczy jak żul po libacji
zmiany lokacji polski syf organizacji
wczoraj mariacki nocą Wroc już Gdynia na trakcji
dzwoni kobieta pyta za ile na kolacji
będę
kochanie jakoś tak nagle stoję nad Bałtykiem we mgle
a między nami jakby ktoś trzymał klawisz spacjii
międzyludzkie przepaście...
przemieszczam się pomieszczeń do
pomieszczeń
ile jeszcze tychże przemieszczeń zmieszczę
  Słońce czy deszcze
pędzę tu i tam
za oknem ktoś przewija tło po co?
  przecież je już znam

6. TYLE BYŁO ZMYŁEK
czwarta noc w nocy piąta
głowa uparta w planach się pląta
znów noc nie przespana ADHD klątwa
spojówka starta nowy świt ogląda
nie pomaga nawet nuda Chłopów Reymonta
na wartach myśli gnę się jak tiry na rondach
marzę o jutra jowiszowych lądach wokół
kosmos a ja lecę w klapkach i szlafroku
z łepetyną pełną obłoków
przyszedłem znikąd idę serpentyną mroku
nagle w szoku staje wokół rąk tłoku
nie uwierzy w słońce kto wychowany w mroku
tyle było zmyłek ale jestem tu u Twego boku
znowu do rana snuje wizje w ekscytacji amoku
szczęśliwy jak na Owsiaku oku lary czerwone
lampki psychozy tiary niewiary męczą jak kac w nowym roku
zjadają jak ogół pożera zawiść o nowe wentyle sąsiada z bloku
rozkminy głowę mi łamią jak sudoku
może te rozpostarte noce 
to opłata za dotyk obłoków
pogodynka nie zapowiadała takiego spraw toku
błądziłem jak skazany po więziennym bloku
tyle lat poszukiwania lokum
dylematy bóle nieplanowanych kroków
od zera sam - zielony jak brokuł
w końcu zacumowany w jedynym słusznym doku
tyle było zmyłek ale jestem tu u Twego boku
znowu do rana snuje wizje w ekscytacji amoku
szczęśliwy jak na Owsiaku oku lary czerwone
lampki psychozy tiary niewiary męczą jak kac w nowym roku
zjadają jak ogół pożera zawiść o nowe wentyle sąsiada z bloku
rozkminy głowę mi łamią jak sudoku
może te rozpostarte noce 
to opłata za dotyk obłoków

9. KTO JEST OSTATNI?
opowiem Ci rapem
co dusi mnie jak Ciapek
na randce u Gosi dusi swe bąki w kanapę
liczne sposoby wiercenia
spływa pot na policzki
po to by wydobyć z podziemia węgla kamyczki
zasoby te zamienić w elektrony i zapełnić wtyczki
wszystko po to by gdzieś na platformie działałałałały wirniczki
wysysające tony ropy z podmorskiej piwniczki
czasem nastąpi ekokatastrofa stateczki z plamą toczą potyczki
znów się nie uda co tam planetę zmienimy jak rękawiczki
wszystko po toby
na nowej planecie w drewnie i korze możliwy był piły pobyt
brzęczą silniczki stalowych kobył
ziemia jak wnętrze popielniczki rządzi podaż i popyt
  w pilnej walce odpadają palce tworzą się wrzody ekowątroby
opady byczki
wszystko po toby
dłonie spoza Europy mogły wydrukować
papierów 2 miliony w pół doby sto kopyt już sapie
i wiezie to adresatom na mapie już łapiesz?
wszystko po to by wysłać nam papier papier
o tym, że gdzieś tam dotarł inny papier papier
po który niczym bizon po kanionie będę z dala zapier
  wala się siedem awizo mi w łapie
jak Papież
rzadko bywam na chacie polecone torturują mnie więc jak roboty w OHPie,
jak urynoterapię, jak stres
nie łapię patyka jak ślepy pies
czemu nie możecie mi wysłać kluczowych 6 cyfr z pita przez sms
Przepraszam kto jest ostatni??
Nie ma ostatniego Panie bo ta kolejka nie ma końca
ciągnie się jak boży glut od Jowisza do Słońca
Czy ta awizokolejka to deja vu czy też znów Poczta dnia mnie pozbawi
Czy ta awizokolejka to deja vu czy też papierowy system znowu się nami bawi
przepraszam kto jest ostatni?
chyba ja!

ABRADAB
to mój najgorszy koszmar
jak okoliczna Poczta
tu swoje musisz odstać
bo tyle musi to trwać
nim obsłuży Cię postać
co marszczy się jak moszna
to wliczysz sobie w koszta
lecz to widoczna potwarz
jak tak kurwa można
pamiętaj, że to Poczta
i zgadnij…
kto jest ostatni?
ja ja ja
niezłego ma ten farta
który wpadając czasem
nie poświęci kwadransa
gdy odwiedza ten skansen
gdyby poszedł na basen
to zrobiłby długości tyle ile potrzeba
żeby dotrzeć do Bośni
litości
jestem w pętli nawyków
oj Poczto!
mój kochany narkotyku
trzymasz mnie w matni
tak jak trampki w szatni
ja potrzebuję Ciebie jak dureń
ostatni
i ślę swe przesyłki te listowne i paczki
klepię jak gołe tyłki
na ich kopertach znaczki
a one leżą w stertach i czekają na zaszczyt
by ktoś je porozdzielał
a potem dostarczył
wystarczy
żeby była konkurencja
nie chcę czasu spędzać tam jak banda
nie chcę Niemca
nie chcę tego miejsca
niech nie zapyta Was nikt
przepraszam kto jest ostatni?
hmm… chyba ja!
to mój najgorszy koszmar
jak okoliczna Poczta
tu swoje musisz odstać
bo tyle musi to trwać
nim obsłuży Cię postać
co marszczy się jak moszna
to wliczysz sobie w koszta
lecz to widoczna potwarz
jak tak kurwa można
pamiętaj, że to Poczta
i zgadnij…

LUC
Czy ta awizokolejka to deja vu czy też znów Poczta dnia mnie pozbawi
Czy ta awizokolejka to deja vu czy też papierowy system znowu się nami bawi

11. POLANIE NA POLANIE
Generalnie...
Polskę na spontanie
jak plaster na ranie
założyli Polanie
jak na polanie
polewanie wódki malowanie kłótni
walenie w banie
ale waleni nie jedli, za to mieli bródki
jedni pieliemienie piekli inni wilki w chrzanie tłukli
pili biegali lasami zalani butni
lubili karanie w ogóle lubili lanie skutki
rana na ranie
sami sobie przed oczami mieczami machali jak w konanie
mili okrutni lubili tanie rozwiązanie
a zatem
szli tak jak szlak szedł i przybyli tu latem
wstrzymali orszak wnet i wypili ratę
przy tym co gorsza mgłę rano
zobaczyli zatem
pyszny powód także by wlać otuchę w klatę
wtem mgły jeszcze bladsze przepili wypłatę
i tak listopad nadszedł a zima tu katem
zatem
polanie polali znów na mini dogrzanie
śniegi zaskoczyły jak mina w Afganistanie
jak biegi w Tarpanie jak coroczne rzek wylanie
tak było tu wieki temu
tak jest i tak już zostanie
Pierwsze drugie setne pokolenie wciąż na POLANIE
Pierwsze drugie setne pokolenie wciąż na KOLANIE
wybudowali chatę zimą z odpadów zbili sanie
popili zrobili kulig i byli mili ale nie byli w stanie
tak przegapili narodów terytorialne polowanie
mogliśmy mieć jedno przewiewne ubranie
plaże
lazurowy kryształ
palmy i Toskanie
ale gaje zajęli już Grecy i Rzymianie
więc leżymy tak w korytarzu na podeptanym dywanie

WIENIO
tkwimy tak na tym poszarpanym tyglu
od zawsze zwyczajnie bez wielu wygód
eh.. ile to już smutnych przygód
w gównie taplamy władzy atrybut
nie mamy sił? problem jest gdzie indziej
znowu ktoś naszczał na klatce i w windzie
z ćwiartką czekamy aż zbawienie przyjdzie
rozkosz czerpiemy tylko w cudzej krzywdzie
i tylko wiemy, że należy czekać
na czyją wojnę trza będzie jechać
w uścisku mocarstw pomóc duszy bratniej
polak na froncie to mięso armatnie
tyle lat na dnie walcz aż nie padniesz
martyrologii cudzej flagę zatknij
i zmawiaj pacierz furii panicznej
niech żyje zniewolenie ekonomiczne

12. 2 STÓWY ZA DOBĘ ZABAWY W ŚCIEKACH
kiedy byłem mały szkrab pytałem co to ta dorosłość
już wiem akupunktura spraw w optyce inna ostrość
gra w unikanie gaf i jakaś zaraźliwa oschłość
buraki potrawka prawd ruchoma gruntu grząskość
nie traf na paragraf w szarym betonie wykryj boskość
nagle każdy ma swego harmonogramu wąskość
sztafeta bez braw na codzienność klątwą złość
mieli naprawić dach windę popsuli oto polskość
znajdź na życie fach wylecz katar i pity rozgość
poleconych awizo haft płynie tektury wiązką
jestem gąską przygoda Jarka Kreta
co dzień w ryj faktów piąstką nawet Żanet Kaleta
nie ma kremu na dorosłości metan
na codzienności znam się jak geodeta na lekach
Ja chcę dobrze ale nie udaje mi się to jak Kaliszowi dieta
jak w Bałtyku kąpiele na waleta
200 stówy za dobę zabawy w ściekach
armia salmonellokałowca czeka
jak na atak etyczny karateka czeka
by wejść w Ciebie jak do Almi Decor esteta
jak Szekspir w Makbeta
życie bywa jak polskie morze drogo brudno i bieda
zatem pośladki zaciskaj jak na tyczce atleta
w toalecie do morza wypuść swego szpiega
i czem prędzej dowiedz się o co Ci w życiu biega
i z dorosłością walcz jak z bandytami Steven Seagal

13. ORATORIUM RUBIKOCHOMIKORIUM
yo yo yo
rest in peace..
dedykowane wszystkim chomikom
rodakom chomikom...
miałem chomika nawet trzy miałem wiesz
pierwszy mi zdechł drugi też i trzeci też
pierwszy odszedł sam w sercu rozpaliło lawę
drugi memu bratu upadł trochę nie na trawę
przy trzecim sam popełniłem małą gafę
w kołowrotku hałasował więc schowałem go za szafę
i zapomniałem...
MC. MOTYL
i tak sobie dziś myślę
przy wspomnień grubym pliku
że historia Polski jest trochę jak życie chomików
każdy wie jakie fiku miku dzieci robią
z nimi po cichu w swym pokoiku -
co drugi rozdeptany w resoraku
utopiony w słoiku
każdy miał wehikuł i unikatową łatkę
pewien zaś osobnik na kołowrotek chrapkę
na rowerowym łańcuchu więc postawili jego łapkę
a ten nie wiedział, że ma biec już i tak wkręcił się w zębatkę
krew
sierści i łzy rozbryzgnęły się na klatkę
Jasiu wyjmuje swego Pysia a raczej po nim papkę
na pogrzeb Pysia zrobili podwórkową składkę pamiętam gadkę
szczeniaki dzieciaku
zakopaliśmy go przy drzewa korzeniach
tak żeby żył w korze i wciąż miał marzenia
tak - ich byty są jak oka mgnienia
dzieci jak Stalin mordercze uzdolnienia
rodzice jak Roosevelt i Churchill
niby nie słyszą cierpienia - poświęcają je jak tamci Polskę dla chwili wytchnienia
MC.MOTYL na bicie lekko...
chomiki kimochomimoki
chomiki tortury mikochomokoki

14. UMIEM INTERNET
tak jak plano wałem
przekopiowałem cały internet na winyle dziś rano
wziąłem gramofon na kolano i wysłuchałem go jak
naiwniacy radia kuszeni smsową wygraną
jak psycholog Soprano,
i wiecie co? potrzebny nam nowy kanon nie Konan ale Kononowicz narodów
umysłowo lekki jak Danone
bo dopiero jak niczego nie będzie to znów będzie sens tworzyć...
wszystko już powiedziano i zagrano nano watorskość nie ma witamin
od kilkunastu lat kopiujemy się jak testy na egzamin
powtarzamy jak Kevin na Polsacie jak maszynowy karabin
a wszystkie mądrości zawarł w sobie antyczny pergamin
wyświechtane frazesy - viva la to samo
tak samo i ciągle o tym samym
plagiaty jak nieszczęścia maszerują parami
cywilizacjo zamilcz
wszystko wtórne jak butelki jak plastik
nowi aktorzy te same dialogi
ujęcia i jazdy
astygmantyzm wizji koniunktury chwasty
blaza i hedonizm korporacji trasty
ludzie chorągiewki
dubstep reagge nowe gwiazdy
cywilizacja paracetamolu szuka nowego Fantasty!
i ja w tym wszystkim powtarzam myśląc, że posiadłem styl własny
więc tylko cicho liczę, że jestem 10ty a nie tysiąc piętnasty
zirytowało mnie to tak, że kończę już tu tą płytę