PL | EN

L.U.C

Przebudzenie 6 - KOSMOSTUMOSTÓW

Łukasz L.U.C Rostkowski

dedykowane miaStumostów
jego ludziom, kosmitom, duchom i aniołom...


PROLOG - KURTYNOMATURA W GÓRĘ
hm.. od czego by tu zacząć...
zacznijmy od tego, co łączy nas wszystkich.

Pamiętam towarzyszy twarze...
towarzysze zeszytów, razem surowe warzywa
przez korytarze na wywarze jak pokrzywa
gotowani do życia wrażeń w jednej zupie co ożywa
tworzywa bez uprzedzeń i skażeń fetoru
oczyma naiwnymi nabierały marzeń koloru
sypali solą wiedzy pieprzyli do oporu
jak szpiedzy mówili nam co było wielkie lekcje honoru
słodka polewka chemii czary mary chmary chmur humoru
chloru karykatury rur kaptury kabaretowagary
ktoś zamieszał chochlą i powstawały zakochane pary
doprawili Winiary kroplą przyjaźnie i swary
gotowane do odsłonięcia kotary rozleniwione
serca czyste jak woda z Pienin
szkoleni do zrzutu, bańką beztroski chronieni
i ta pierwsza dziewczyna co jak fenolaftaleina
w zasadzie się rumieni

I wtedy nagle...
REF.
Matura pyknęła jak iluzoryczna bańka
nienaturalna plazma
pękła jak skorupka jajka
parasole protekcji zwinęli nam znad głów
bajka skończyła się jak chwila snu

kurtyna poszła w górę kłódka otworzyła życia teatrzyk
świat rozlał się jak wódka każdy poczerwieniał a potem był bladszy
nagle podzieliło nas jak flagę Niemiec jak sagę pierścienia na trzy
jedna trzecia w miescie druga w kraj coś dla siebie wypatrzyć
a trzecia jedna trzecia na zachód po byt bogatszy
odtąd jak stolec po pomarańczach kontakt będzie coraz rzadszy

3. KOSMOSTUMOSTÓW - GENEZA
Dzień dobry.
Były sobie wyspy w dolinie Odry
w niej dystyngowani Słowianie jak bobry
pływali nago tańczyli kimali bez kołdry
Nie lada minie lat nie lada mil nim Chrobry
Na winie wywinie tu podryw
nim włoży swój miecz do pochwy
pomału
koleje losu wodą z kryształu
spowodowały że wysp ów obrys
z kosmosu wypisz wymaluj
wyglądał jak międzygalaktyczna bramka
jak znak transportalu
czyli akcelerator który kosmiczne statki
lecące pomału z układu do układu przenosi
z szybkością strzału
Jak u Hana Solo na szybie białe paseczki dostawały szału

I tak oto od wieków UFO wbijało się tu
Od Oleśnicy i Świdnicy aż po mury Brzegu
Nie mieli CB radia więc trzymali się reguł
Gdy wysiadali tu łyso im było jak Picardowi w Star Treku
nie wiadomo czemu Boga widzieli w człowieku
może to przez te niewychędożone białogłowy i ogórki w czosnku
padali nam do stóp

I tak tysiące lat okręty wbijały się w Biskupin i Ostrów
kawałki konstrukcji przerobiono na kładki po prostu
działo się wiele dziwnych rzeczy jak w szóstej serii Lostów
Henio Pobożny niczym kostuch poparty UFO bił Tatarów naraz po stu
kosmici ubóstwiali słowianki jak na gastrofazie
student worek tostów i vice versa w związku
z tym łączyli się w miłości pomimo różnych postur
tak powstał Vroclove ponadnurtowe miasto Stumostów

Cywilizacja rondla otrzymała
kosmolist
Mamy fajną miejscówkę wpadajcie, trzymamy stolik
w Solariusie na globusie poniżej wyspy Wolin
osiem dni później jak na króliku wzrok sokoli
na Biskupinie prawidłowo wylądował płaski bolid
potem kolejne lądowały powoli
cała cywilizacja okrągłych UFO-troli
W końcu przybył sam król
okrętem potężnym jak olimp
tak powstała hala stulecia i Ślęża wśród płaskich dolin
trójgłowy ufok wysiadł i rzekł mimo woli:

TRZECI WYMIAR
Istoty z którymi trzymamy sztamę mówiły zabierz klamę
z tego co wiemy to tereny zamieszkane pomylić mogą was z szatanem
zrobi się zamieszanie - zamęt że niby latacie tam tapczanem
cel to Wrocław - działanie z planem - wpadacie, badacie i pozamiatane
  A co ja tu widzę! Twórczy nieład! Wyczuwam aurę artystyczną
zdecydowanie warunki pasują na stację międzygalaktyczną
co z pergoli wysyła moc magnetyczną, na rynek zabiera, gdy w gardle wyschło
zmysłowe Słowianki biją ranking żyją miastem hipno-

Na tyle na ile pozwoli nam czas, wydamy opinię popłynie do gwiazd
tu rynek promile wydziela dla mas, to dla nas paliwem nie minie to nas
te ludzie na luzie tu siedzą nad rzeką, zaburzeń nie czuje króluje tu beton
zrobimy tu burze w kulturze zanim inni przylecą nieznaną kometą!

potem zły Sovietonius w galaktyce począł zwyciężać
I wszystko gniotły kosmobloki totalnego oręża
A dziś najnowsze UFO nad miastem
dumnie się wypręża

4. PRZYBYCIE Z NOWYM WIEKIEM
Do miasta Stumostów przybył z nowym tysiącleciem
matura pyknęła każdy swój sweterek plecie
tak jak ufo przez Vroclove chciał daleko lecieć
sami to wiecie nikt nie chce żyć na diecie
a w jego świecie
stał biały domek z blondynką w kabriolecie
adwokat diabła na krecie w swym odrzutowym dżecie
cyk cyk polewaczka wodą Perroni psika trawę w lecie
zimą prywatny śnieg plazmy i sweter w niedźwiedzie
wszyscy od śmiechu duszą się z jego żartów przy obfitym obiedzie

Łukasz Łukasz do kogo tak mrugasz
fortuną serca nie zagłuszysz jak ręką fiuta nie oszukasz
powiedział Maciek którego jeszcze 7 lat nie poznał
więc nie usłyszał i źle karty rozdał

PHILIP F.
Hundrets of brigdes welcome you
Good morning...

ze swą miłością
do miasta Stumostów przybył z nowym wiekiem
jak bagna Debogah Yode przyciągnęło ich do siebie
naćpany poleceń i stereotypów lekiem
zobaczył z nią to miasto pogięte jak Żuka dekiel
miasto które przegrało z Sovietonem jak prawda z SB-kiem
niejeden strzeliłby sobie w łeb gdyby wyglądał jak ono
po wyjściu z wojny piekieł
Breslau bałaganu twierdza szydził niejeden szyderca
A on po prostu zaczął pięknieć naturalnie od serca

Stary Rynek był już wyzwolony
pelerynę wolno zrzucały nowe domy
neony wszędzie Sovietoniusa plony
wrony fru... wają tony słów
bałak mały Lwów
tu tam bruk żydowski
nuta dróg z kostki
samomasujących ulic krzywo-wąskich
płaskich lecz falujących jak fabuła snów
noski ludzi z wytartymi czubkami głów
boski klimat dystansu i miszmaszu moskitiera groteski mostki
zielony żółty i niebieski małostki podwala
a kiedy stawał zagubiony ludzie pytali go…

Czego Pan szuka młody człowieku słowem troski?

5. SŁOWO DYDAKTYKI

JAN MIODEK
Czego Pan szuka młody człowieku słowem troski?

6. DRAPACZE SZYB
To my koty chcemy być tramwajami
to my koty chcemy być przystankami
czemu nikt nas tak nie drapie jak je...

7. CHOĆ PALI DUŻO STUDENT TO NIE LEXUS
I tak wyruszył młody adept w koniec lata
na Universitas
łasy wszelkiej wiedzy tego świata...

Wszedł na test a z nim 8 tysięcy
petentów na magistra co chroni od nędzy
kino z USA jasno mówiło między
pościgiem a wybuchem benzyn
że adwokat ma dużo pieniędzy
i cięty język
bystre mowy chwyt stalowy
pysk kremowy byt stylowy
to było jak zderzenie Fiata Punto z bombowcem jądrowym

Ktoś jak planszową grę rozłożył przed nim
chłodny bezduszny labirynt uczelni
liany ze ścian porosły ich już bezimienni
coś wysysało z nich kolory i więdli
przetwarzalnia dzieci w ciała dorosłe suche jak piernik
imaginacji dusiciele wredni

już po tygodniu widział na patelni
że pasuje pozornie tu jak wąs Małysza
do spółdzielni
oksymoron jak w PRL-u miły urzędnik
zaoczny student to dla wydziału lennik
oni jako dzienni jak mocz byli zbędni
mimo to niejeden ścigał się jak plemnik
by ostatecznie błędnik rozbić o gumowy znajomości pojemnik

REFREN:
CHOĆ TANKUJE WIELE STUDENT TO NIE LEXUS
JEGO SIĘ NIE OBLEWA I NIE LECZY NIM KOMPLEKSÓW
CHOĆ PALI DUŻO STUDENT TO NIE LEXUS
JEGO SIĘ NIE OBLEWA I NIE LECZY NIM KOMPLEKSÓW

I tak leciała pała za pałą jak w zbiorowej pornografii
jak na zadymie ZOMO pała za błąd w ortografii
co roku kampania wrześniowa rzygała na wakacyjny grafik
pały pałały ich miłością jak władzę Kadafi
student potrafi gdy wiedzę czerpie ze ściąg
papierki zapisane piątką były jego ciała częścią
tak jak pozornie białe kartki z odciśniętą treścią
gipsy zestawy słuchawkowe zaciśnięte pięścią
częścią nauki te wałki i kalki
zwoje paragonów klejone na zapałki
wszędzie wiedzy kawałki
projekty ściąg potencjalnym modelarstwem
tak toczyli batalie z profesjonalnym chamstwem
kombinacje i wódka fatalnym lekarstwem
układy kamasutry mafia ma grubą warstwę
szlachetni profesorzy stanowili garstkę
tak adwokaci diabła uczą się zarabiać kłamstwem
Temida podeptana rzucona na banknotów pastwę
wszyscy wyszli stamtąd trochę krzywi
to były trudne dni jak na kacu wpisywanie kodu WIFI

8. SESJA NIE PROCESJA - SESJA POCZEKA
Na szczęście regularnie jak u młodej klaczy
co 7 dni raczył czwartek smakołykami na tacy
rodacy jak tułów już wychylili ćwiartkę
student nie kaktus pić musi choćby z kloszardem
miasto do taktu woła kluby są łyka warte
oto czwartek
weekendu starter
wycieczka do chmur a potem na czworaka parter
długi sumienie kac to dobrego party barter
dziewczyny i piwo lepsze są otwarte
sex bez zobowiązań jak telefon na kartę
mózgi jak loda posypka na wiórki starte
a w niedziele kac kupa kolorowym gokartem
szare komóreczki karawanem ciągnie martwe
ach jak potrzebne są te resety miękkie i twarde
w kokardę jelita zwinięte potem mina smutna
myśli jakaś krótka pogięta jak skóra na sutkach
na egzaminie znowu nadzieja w papierowych
suflera budkach

REFREN
studia to ostatnia amnezji mekka
sesja nie procesja sesja poczeka
studia to degustacji rzeka
sesja nie procesja sesja poczeka

żyło się bibom piwo i gibon
lodówka bidom kabaniła z lipą
Na gastro prosto do Tesco po żniwo
raz przez to ćwierć tysiąca Grzesi
płynęło na wózku jak do USA paliwo
hymny drożdżówką, pomniki batonikom
kolega 2 lata żywił się chipsami z Haribo
aż jak żarówka, wątroba mu zgasła
Lucek w Bywalcu zaś pierogi trzaskał
obok żulika co kapuśniakiem mlaskał
z trolowatym kolegą który zrazu od zrazów zasłabł
i pacnął pyskiem w miskę jak w kieliszek karafka
jak słuchawka
z owocowego ryżu do ucha wyskoczyła truskawka
przy ladzie zuch a raczej urwis chudy jak ławka
do kieszeni mięso wykrada sos już ma na nogawkach
nagle drastyczna ludzka stołu telepawka
kciuk od talerza staje syra paznokcie jak
polskie autostrady ma w skrawkach
jakby to była kurwa łąka plaża lub parkowa trawka
żak patrzy w górę a tam taka zajawka

jak purchawka wyrasta nad nim w rękawkach
fartuchowa kucharka co wykreśla z menu danie gdyż
właśnie im się kończy sercowa potrawka

8. SAMOMASUJĄCE ULICE CHCĄ ZIELENI
Nowi koledzy nazywali go telewizowkręt
bo w głowie filmy miał wkręcał pokręcone
historie suche i mokre
że z wosku słoika i nitki sam
sam sobie zrobił swe binokle
tak zaoszczędził na wakacje z dziadkiem który chory jest
który w ogóle
nie schodzi z parapetu bo od Windowsa ciągle
od 4 lat próbuje wyjść z domu po mleko oknem

Świat wariatów świat wariatów ale dziadek zrobił postęp
zszedł i przez narciarskie gogle kliknął babcię zdechłą myszką w kostkę
A babcia zamieniła się w autostrady i w Polsce zaczęło się żyć lepiej
a dziadek znalazł pracę w bramce opłat i zawsze byli razem ble ble ble....
pytał czy widzą?
i co?
i nico
nie było tajemnicą że wielu go nie rozumiało
jak ja zamykania stadionów naraz wszystkim kibicom
on zawsze miał swój świat
swe kino z Kustoricą
żył polepioną imaginacji piaskownicą

Kiedy tak wracał a na oczach miał chiński zwiad
często rozmawiał z miastem jakby znali się od lat
tor coś zasyczał lampa pisnęła zaszeleścił kwiat
jak świr ryknął pierwszy tramwaj nad nim niczym ptak
przeleciał tir wysoko wybił go bruku trakt
trakt ten w takt pędem wypiął się i krzyknął tak:

- shake it shake it bejbe daleko szybuj -
zaśmiała się Trzebnicka
- piękne wybicie znakomity wybój -
dodały małe uliczki
jakby kibicujące jej z trybun
- my robimy lepsze woogie boogie - zawołały tory z nasypu -
- eh tam... to były podpaski łatwe jak kontenerek bibuł -
ryknęła Pomorska mistrzyni miasta
poprawiając z asfaltu pomarszczony garnitur
to nocne zawody typu
rzuty tirem przez torowisko walka o króla tytuł
taktyka tu liczą się chwyty kokpitu
samomasujące ulice nocą psot są u szczytu
i razem z budynkami nucą swoją pieśń...

REF
Zalegalizujcie zieleń w moim mieście
uwierzcie za dużo chemii w nas
za mało natury coraz częściej

BLOK - MESAJAH
One tu się bawią, a ja czuję się chory
Kiedy widzę na sobie te pstrokate kolory
Ropiejące pory, niech ktoś w końcu pomoże
Bo wyglądamy jak nie z tego świata stwory
  Zrób coś, a nie siedzisz na kanapie, ja ledwo sapie
Wszystko mnie swędzi i aż się cały drapie
Wysypki i rażące wypryski mam, wam wszystkim
Jak wyglądam powinno zależeć przede wszystkim
Litości, ściany moje są odbiciem waszej osobowości
Tak się wyśpisz jak sobie umościsz
Litości jestem tylko zwykłym blokiem, chce normalności
Jak wy we mnie ludzie prości

Chciałbym mieć na sobie zieleń
Jak barwy świeżych liści
Nie rażący rumień na ciele
Jakby stylizowali mnie daltoniści

Chce wkoło więcej natury
Powstań i zacznij remontować
Karykatury architektury
Sadzić malować zieleń zalegalizować

REFREN
niech ludzie tańczą boso po arteriach przy blasku lampionów
niech liście pną się szkieletem balkonów lecząc elewacje domów
niechaj gałęzie drzew tworzą sufity ulic parków i peronów
niechaj myśli zielenią się jak w maju liście klonu

Zalegalizujcie zieleń w moim mieście
uwierzcie za dużo chemii w nas
za mało natury coraz częściej

8. KAPITAN ŻYCIOWA GLEBA
te dragi są jak Polska - rzekł - chwile jest dobrze
a potem znowu jesień mglista
skorupa szorstka zaczęła się zaciskać
kolejne promilowe noce tchórzostwa nędzne jak Windows Vista
paliły marzenia i wiarę niczym kula ognista
stał się warzywem tłem do towarzystwa
gdy krzywe swe odbicie w lustrze
ujrzał chciał się wygwizdać
miasto i rzeka blakły w jego oczach
jak pismo w starych listach
w oceanie frustracji milczał tak w piskach

wtedy kapitan Gleba runął na ziemię jak piorun
- mam cię jak ludzkie mózgi blask telewizorów -
zawołał jak Papaye do szpinaku by dostać wigoru
nikim jestem nie mam nawet swego koloru
- koloru? chyba honoru, odwagi i oporu dwóch centów
by wyrwać się ze szponów Racjonalnych Agentów
by poza kiblem grzebać w sobie i szukać talentu
muszę zabrać Ci wszystko i zmusić do fermentu
wyciągnął szambo i cisnął serię z ekskrementów
grunt zadygotał pod nogami rozpadł się niczym Narrenturm
roztopił się jak plastik wrzucony do ogniska
nim się obejrzał przyjaźnie zniknęły jak za samolotem pas lotniska
zapadła się twarz koścista
już tylko ją miał kochał jak oceany urwiska
lecz ona słusznie widziała w nim Afganistan
tracili kontakt jak feralna apollo misja
odeszła więc gdy pojawił się słodkich słów alpinista
prysła jego ostatnia życia iskra...

dlaczego tak mamy zapisane na karcie
że gdy one odchodzą kochamy je bardziej
wiele miesięcy chodził za nią i miał dreszcze
by cofnąć dla niej czas przestawił prawie wszystkie zegarki w mieście..
wtedy ono mu zanuciło deszczem

REFREN
Jeśli kochasz to masz szanse jeszcze
bo miłość zagina czasoprzestrzeń

Kapitan Gleba ciskał dalej jakby dostał weny
rodzina rozpadła się jak stare Ateny
jak twarz Micheala na nic tu były kremy
starzy dziobali się jak wygłodniałe hieny
piekło nienawiści domowy stan wojenny
wszystko pędziło w dół jak po Fukushimie jeny
akweny nieszczęścia bogini
bo zwykle bywa tak
że gdy wyklewa nas świat
czyni to na całej linii
rzuca pestkami
i podkłada tira świni
ciska wszystkim
zabrali nawet Radiostację
komercyjne skurwypyski
więc było nas trzech w każdym z nas inna krew
piosenka o tamponach znowu wszędzie wszystkim
tak z płótna jego świata
pozostały świstki
jak pijak bramę oblał je naftalinowy deszcz
lało się gorzkie whisky
nocne bombardowania
mocne błyski
w kolejne dzielnice życia mknęły pociski
i on jak te pociski bliski był już kolizji z betonem
został kompletnie sam z tym wszystkim jak Vito Corleone

REFREN
jeśli kochasz to masz szanse jeszcze
bo miłość zagina czasoprzestrzeń

9. OTUCHA DUCHA miasto piękniało a on blakł
jak wspomnienia momentalnie
do rosnących budynków
zapadał się wprost proporcjonalnie
Jak licho cicho nocą snuł się po mieście chudy jak folia
emocjonalnie wybity jak Zaporowska depresji Goliat
fekalia zalały go jak pamiętna awaria klienta w Magnoliach
utonął w whisky leciał w dół jak wodospady po fiordach
jak na weselu morda pijanego wujka a z niej kawałeczek torta
zaczął się modlić o sprężyny w portkach
aby od dna odbić się i poszybować w górę znów jak Micheal Jordan
horda betonu zbliżała się jak Lorda Vadera eskorta do lodowatego Hoth
i wtedy nagle w labiryncie śródmieścia stało się to
w blasku latarni świat był wirtualną grą
rozmazane sylwetki jakby wykonały skłon
poczuł mrowienie w barkach i błogi snu prąd
zaczął unosić się jakby mu dali lekkości dyplom
niebo zachodziło magiczną z waty mgłą
ze sztukaterii kamienic jakby kto tchnął
ducha w piękne anioły miasta, które objęły go
i ponad kominami anten pofrunęli w tło
leciał i słyszał tyko ponad sobą ten głos

ANIOŁY - NATALIA GROSIAK
W labiryncie życia sztuczek
swego zamku poszukują ludzkie klucze
pośród zmyłek i nauczek włóczędzy prawdy
do przeznaczenia błądzą...

Anioły jego miasta poniosły go jak dobre wieści
do Parku Tołpy gdzie ducha głos liśćmi zaszeleścił
i rzekł cicho lecz stanowczo:

DUCH MIASTA - WALDEMAR KASTA
Spójrz dokąd przywiodło Cię Twe tchórzostwo
oszustwo stworzyło pochyłą linie prostą
świat kłamie non stop prawda często odległą jest jak Władywostok

zamknięty pośród murów głos
nie każdy dziś usłyszy
jam w głuszy duchem miasta jest
o włos od pisku ciszy
Ty jesteś wart więcej niż fart
jeśli mnie słyszysz
nie lękaj się – wkrótce odnajdziesz sens
we własnej niszy

utkwiony w podświadomość wzrok
nie każdy dziś zobaczy
jam w duszy głosem serca jest
Twym przeznaczeniem znaczy
Będziesz kim zapragniesz być
jeśli mnie tylko czujesz
i nie bój się wierzyć w Tobie jest
to czego potrzebujesz
więc wsłuchaj się w swój własny rytm
i stwórz z tego piosenkę
upadek nisko był byś wzleciał
w spełnienie zmień udrękę
prawda jest wiele prawd
w sobie jej szukaj głębiej
nie dla kariery hien poklasku
wstań by działać pewniej

ja wiatrem daję Ci odwagę
byś piętnował zdradę
i choć wielu w tłumie nie zrozumie
moc masz by dać radę
kreacją własnej filozofii bądź
na siebie licz nie lotto
co tylko możesz innym z siebie daj
miej nowe motto…

13. STUDIUM ZAGUBIONYCH DUSZ
Duch wiatrem zdmuchnął mu z oczu ślepy kurz
z pomocą ścian i znaków zaczął piąć się jak bluszcz
miasto wciąż słało drogowskazy których nie widział jako tchórz
poszedł za pasją w klarowny szlak zmieniał się dziki busz
wskazówki czytał pojawił się niejeden anioł stróż
w końcu w labiryncie śródmieścia pośród szarych kałuż
dotarł do Studium Zagubionych Dusz.

14. WROMETAMORFOZA
przekroczył próg ceglanego Studium
przed drzwiami wielkie stare drzewa odegrały preludium
pamiętnej chwili partytura
wolno przekroczył wrota jak próg świątyni samurai
pomyłek portal trzasnął za nim nim powiedział mu bye bye
stary parkiet zaskrzypiał jak w zajezdni tramwaj i chwile było pusto...

wtedy na przeciw siebie ujrzał siebie lecz to nie było lustro
tłusto to byłem ja który błąkałem się tak od matury
staliśmy jak pałeczki dyrygenta uwertury 2 kaptury
oczami przenikały się jak słońce cienkie chmury
gdyby nie kapitan Gleba gdyby nie aniołów chóry
mogliśmy już nigdy nie spotkać się jednak te mury
połączyły nas jak fale odległe aparatury

myślał, że to sen na pewno
patrzyłem na siebie wyschniętego jak drewno
głębokie sine oczodoły nie czyniły go królewną
wyglądał jak Stachursky który wybrałby jazz zamiast
techno
wtedy mu rzekłem
choćbyś był sową wystarczy kilka lat bez serca by zawitać na dnie
gdzieś ty wędrował chłopie jak Chylińska wpadłeś w otchłani matnie
chyba trzeba tak błądzić tymczasowo ślepo i nieskładnie
by poznać prawdę
choć wiem że czas nam cenne minuty kradnie
a życie krótkie jest jak nogi kłamstwa jak
polskie autostrady przejezdne bezpłatnie
gdy złączymy sił anturaż może spełnimy kilka pragnień
jak Neo tu teraz wybierz pigułkę wszak nie
to nie na konsoli gra scena ma głębokie zapadnie
późno by zacząć duże ryzyko sztuka zdrowie kradnie
normalne życie bez kaptura jest pewniejsze więc przemyśl to dokładnie

wtedy pociągnął sznur jak dym z komina poszła w górę kurtyna
naiwny Szwejk popchnął domina wielką życia przygodę rozpoczyna
choć wiele lat od zera na nizinach tworzyć będzie Rzym w małych pokornych
dziwnych czynach
choć krew pot i łzy brak koneksji droga kapucyna
to nigdy nie uwierzyłby co dla odważnych los w kieszeni trzyma…

15. INSTRUKCJA OBSŁUGI ŻYCIA
podają nam życie na tacy jak baleron
w pudełku brak instrukcji dziwne bo dają ją nawet kaloryferom
któregoś dnia w życiu trzeba wybrać peron
pomyłka nas w monotonii zapętla jak ksero
do czegoś ma każdy pociąg bo każdy jest perłą
miewamy plan ale ludzkie błądzić jak na kacu neuron
na dworcu gwar bałaganu remonty na euro
komunikat spikera zagłusza harmideru wiertło
a serce zna prawdę o nas lecz jego szept okryty jest stereotypów stertą
Adresuj sam przeznaczenie i ku marzeniom wyślij się kopertą
cofanie minut nie jest objęta życia ofertą

często to co robię,
to moja o Ciebie o troska
grzebać w sobie,
nie tylko w toalecie to rozkaz
trzeba w głowie 
swe talenty rozpoznać
nim głowa ta stanie się zbyt dorosła
bądź więc na tropie by z
Z powołaniem nieba
nie rozminąć się jak mosty z Płocka

nierówne szanse mamy na poznanie siebie
jedni tacy co na tacy dostają to jak fajki w sklepie
drudzy błądzą jak kreciki w glebie,
bywa, że potem wcale nie lepiej,
nie wiedzą nawet na własnym pogrzebie
Może powiedzą im w niebie…

REFR.
33 procent to losu wirnik 33 procent czyny osób innych 34 Ty
winny i niewinny
a w Tobie skarb...

każdy ma w sobie skarb
dar poszukiwania wart...