PL | EN

L.U.C

Przebudzenie 9 - REFlekcje

Zong ala goliatowy bąk feat. H.Frąckowiak

BAWIMY SIĘ ŻYCIEM
ŻYCIE NAMI BAWI SIĘ
CO CZEGO ODBICIEM
CO JEST PRAWDĄ A CO SNEM

teraz się dowiesz skąd te gleby skąd iluzji łąka
los przechylał mi burtę jak żule butelki bronka
choć to nie były dragi ani alkoholu klątwa
odurzyło jakby Goliat puścił mi w twarz bąka

Wygrałem rundę jak Rocky mięśniami
stałem sekundę dumnie z pełnymi siatkami
z moimi "wunderschone" życia klejnotami
kobieta gruntem dobra piękna jak aksamit
remontu trudne lata i nerwy za nami
łapy miał brudne tamten cholerny hydraulik
raty okrutne ostatni raz odbierał audi
kredyty żmudne ogarnięte jak treningi w Shaolin
dokoła bliscy talenty jak Gaudi
dom fura kilku fanów właściwie zero fauli

między szczytami marzeń prędko
po linie miękko szliśmy w torbach nie jedną
gwiazdę nieśliśmy co z nieba zdjąłem jej ręką
na przekór lękom szliśmy swym traktem
lata gimnastyk w końcu dały mi ten fragment
ujęcie chwili tej ciągle widzę dokładne
jeden dzień kiedy czułem że mam wszystko czego pragnę
napięcie którego by nie skomponował Wagner
skończył się adwent zdrowotne magle
miałem fundament by w końcu założyć
rodziny żagle

wtedy nagle między nami
jakby kto znów nacisnął klawisz spacji
tak jakby Bóg na jakiejś uczuć kolaudacji
fiolkę nam stłukł zmienił cel i tryb relacji
toniemy to niemy huk i zwarcie instalacji
nasz kosmiczny napęd miłości w perturbacji
stoję z imbusem jakim próby reperacji
piętnaście lat na jednej trakcji
nagle do sejfu Twego szczęścia nie znam kombinacji
nie kumam akcji
nie poznaję Cię jak monet popsuty biletomat na stacji
siatki mi pękły jak czaszki w trepanacji
nogi mi zmiękły jak język po libacji
wszystko się wysypało niczym resztki w ubikacji

życie to supersam miłość promocji hostessa
my polędwica los to maszynka do mięsa
w kilka chwil w gruzy zamienia nasz wersal
rozpadłem na śruby oto terapia na wersach
z płonącej szalupy skok do lodu szok dla serca
transplantacja relacji z miłości do braterstwa
poskładały mnie jak małolat transformersa
jak ślubne kartki do pudełka jak wóda skłotersa
zbieram się do kupy jak Armia Andersa
na wielu frontach szczęścia dywersja
zmieliło mnie jak hubbybubby czas na Counterstrike
trzeba chyba wyczesać z siebie ten ból
jak stare kłaki z futra persa


Baśń o rozstaniu feat. I. Jarocka, Buka

REF.
TY I JA MIELIŚMY SŁOŃCE RWAĆ
OSIODŁAĆ CZAS DOGONIĆ WIATR
OTWORZYĆ BRAMY W ŚWIATŁO DNIA

Dlaczego nie ma bajek o tym, że pary się rozstają
polują sieci tkają głodni jak samotny pająk
jak owad w pajęczynie trwają i miotają
z miłości się zjadają oszukują znów szukają

jak mechanik tryby badają przymierzają
gdy trybi razem grają lata bieżniki ścierają
tarcze się boksują skrzypią i zacinają
gdzie do tych wałków oliwę sprzedają

ludzie mają w sobie klucze i tajemne zamki
każdy związek otwiera w nas nowe klamki
więc te zmiany to nauczek wartościowe ułamki
żadne pieniądze nie kupią Ci twej lustrzanki

jesteśmy jak płozy pełnia szczęścia to sanki
samotność bywa trądem jak autostradowe bramki
jesteśmy jak płozy pełnia szczęścia to sanki
samotność jak surfing w listopadzie bez pianki

BUKA
I tylko ty i ja, mieliśmy słońce nam brać i tak by zabrakło dnia
by w tango pod niebem gwiazd wykraść wioliny jak Vivaldi palisandrem
nocy w nas i tańczyć z nimi jak pijani transem gdy księżyc to bas.  
Nie skończymy tej bajki, poczuj jak i ja spadnę w antracyt,
w linii prostopadłej w pojedynkę dopadnę dwu znaczeń  
by spać na materacu, gdy skończyły się baśnie mydlane,
odkryjmy kłamstw płaszcze, biel prawdy chłodnawa,
zaśpiewa nam kołysankę i przykryje na dobranoc kołdrami,
pod nimi alabaster czekający na farby jaskrawe,
co zrobimy z pędzlami, zapytania znakami owiane
dlatego nie ma bajek gdzie nie wszystko się udaje.


Małe wielkie rzeczy feat. I. Jarocka, A. Lepka

dałem Ci dumę zamiast uznania
dałem i dom zamiast uśmiechów do śniadania
dałem Ci okna wielkie jak Twe oczy
ale i łzy co widoku zasłoniły odczyt
wczasy w tropikach zamiast magii Kopciuszka
żarty komika zamiast kawy do łóżka
dałem Ci ogród ale nie komplementów
kilka prezentów zamiast czułych momentów

zmęczenie zamiast miłych słów na lodówce
depresje i gonitwę miast pewności w główce
przekleństwa stres miast porannego sexu
z tras esemesów sto miast miodu i Coldrexu
pozdro ze sceny miast modnej sukni
dobre recenzje to nie towarzystwo w kuchni
dałem Ci płyty zamiast adoracji
i ciągle usta zamiast uszu przy kolacji…

REFREN
zamiast miłości
malowany dwór pełen ciepłych barw
zamiast pożądania
malowany dwór pełen ciepłych barw


Z larwy w motyle feat. M. Umer, Nardelli

Ej mała czarne chmury nad nami jak
w Dżumie
potokiem łez życie skeidami dumnie
odprawia miłość naszą karawaną trumien

Wybacz huśtawki pęd i niepokój który tłumię
słowa spojrzenia co działały jak gaśnicy strumień
zaniedbaliśmy płomień
żadne z nas rozpalić go nie umie
nie umiem dać Ci szczęścia nie umiem tego unieść
unieruchomieni strachem krzywdy leżymy
jak mumie już na osobnych torach jak Pendolino w sumie
wiemy że nasze miasto zaraz runie i lunie
muszę Cię uwolnić bo ze mną życie to nie drink w VIP-roomie..

Ziemia rozpadnie się na pół i każde z nas odfrunie uniesione swoim wiatrem po zdumienie zdumień
mieliśmy być jak marchewka z groszkiem pierniki z Toruniem nawet absolutny król nie
pojmie jak okrutnie
życia chwile zmieniają nas niefortunnie
z larwy w motyle

ref.
Taka mała a łzy takie ogromne...

Ile to już par 
zakochało się w stadium larw
Potem zamieniło w motyle
Lecz motyli prysnął czar


Pożar w burdelu mego życia feat. MC Silk, Magiera

Miałem ciepłe gniazdo więc fruwałem wysoko
lat 15 czas to przyzwyczajeń Chopok
daje i kłopot dziś sam i zadań lista
Rozczarowany nią i sobą
z wątrobą bije się Whiskacz
życie papierkami ciska miotam się doba za dobą
W ogarnianiu życia żagli pizda
jestem więc ciągle grota łopot chropowatych
małych spraw iskra poraża jak strobo
administracji życia sokista
mechanicznie śmieje się jak robot jak Joker
stoję jak Starsky bez Hutcha 
jak bez miecza Skawalker
jak bez Matyldy Leon bez Skyler White Walter
muzyka pomaga mi repetuje rewolwer
jeszcze dzień i do siebie dojdę

Kredytu tu raty
Zakupy debety 
Recepty taty
I pranie skarpety
Salta i Szpagaty
Pralka te konkrety
Walka na zapłaty
Naprawa karety
Chory to maraton
Tu Zusu bagnety
Tam chaty staccato
Rachunków oktety
To Mózgu sekator
Jak te kabarety
Pokonam te
vatofakturokomety

Pędem biegłem jak oddział husarii
nagle krępe konie jakby padły od malarii
ja jak bęben skronie walą w drzewa niczym drwal i
brak mi już wiary jak agentce Scully
nie chcę skończyć jak Ziętarskiego w ferrari
chyba wezmę sobie jakiś avio marin
i spierdolę w kosmos jak Gagarin

walczę majkiem scena zapada się karetka z oddali
bajkiem uciekam przez pustkowie jak stado szakali
fajkę telepie mi przedni amor się pali
nie obroni mnie nikt jak Ukrainy to paraliż
jak ronin do bitwy stan i nie bądź barbie 
dłoni połamanie nie zatrzyma tej batalii
w pogoni za rachunkami z kredytami sparing
wchodzę na ring
firma kredyt auto leasing sto awarii
leci na mnie jak na łąkę domki z bali

MC Silk
Problemów bukake spada mi na glowę
kolano mi lata wypada mi dysk
to nie wykonalne to amelinowe
nie pokolorujesz szarych dni

nie ma ma drugiego takiego samego
raz padam na glebę raz łapię pion
na planszy żywota przez los posuwany
człowiek to w jego łapie pion

same tu łase na kase kutasy
co stymulowane są feromonami
swymi stargetowanymi na masę
wycelowanymi na Ciebie działami

to jest jak Tetris bo czasu niewiele
nim złożysz do kupy to nowe klocki
byle by dalej po nowe levele
stale nowe cele jak… Najmrocki
W ZWIĄZKU Z TYM Feat. K. Prońko, K2, Mesajah

Połamałem rękę więc zachciało się gitary
czas na piosnkę o miłości posłuchajcie zwłaszcza pary

REF
związek to pracochłonne ognisko
zawiłość w której chce się być blisko
ale miłość choć przepali wszystko
nie pielęgnowana zamienia się w popiół

kochać to jak w zenicie zatrzymać wyskok
magia którą trzeba chronić jak pastwisko
dźwigać opał i osłaniać palenisko
bo zimne deszcze lat chcą zgasić w nas wszystko
ten płomień potrzebuje tlenu i czasu
chwili iskry chrustu paliwa czasem kwasu
jak trujący grzyb omamia ale nie zawsze od razu
miłość potrzebuje Waszego hałasu

w sumie
o miłości nie mówiłem bo miałem ją jak tlen
jak ziemię pod nogami zatem skakałem raptem
szybując żaru słów jej dać zapomniałem aktem
miłości do muzyki inną miłość podeptałem nagle

miłość miłość czary mary nad zegary
marynarka wieki szyta na wszystkie rozmiary
od karka do kaleki profesora do tipsiary
sarkazm wielki jak uda NRD-owskiej kolary

REF.
K2
Kiedyś miałem tak wiele myśli o miłości pięknej, niczym z telewizji
Co nigdy nie rzeknie, że rości o korzyści, ujrzałem następnie jak więdnie ta roślina

Dziś Ci mówię, że prawdziwy związek jest siłą, co niesie płomień
Pomimo scysji to nie domino, co sypie się w moment
Podaj mi rękę, a złożę Ci na dobre i na złe przysięgę
Że nie odejdę, że będę z Tobą na zawsze, dziewczyno
Dopóki nie chcesz odpłynąć i dopóki tu jesteś,
Dopóty w sercu Ty będziesz tą jedyną, boginią
Jeśli odchodzisz - Cię nie trzymam,
Ty masz tu chcieć być, wierzyć, że to sens większy ma
Ta machina przeżyć - może prowadzi przez labirynty
Musimy dojść tam, gdzie nikt inny nie trafi nigdy, gdy nam zależy
Pokonamy noc, pokonamy demona, bo mamy moc, to ona była przeznaczona nam
Każdego ego dąży do autonomii, czasem zapomina o miłości w szaleńczej pogoni
Typowy klasyk, budowy naszych anatomii,
Dlatego dbam o to, by nigdy nie odbiło ego mi w łeb, Twój Johnny Depp

REF.
Mesajah
Z początku starannie układasz wszystkie elementy
Chcesz być pewny że wzniecisz je jedną iskrą
Zostawiasz za sobą dotychczasowe błędy
To ma być całkiem nowe perfekcyjne ognisko

Postawiłeś wszystko na szczęście się udało
Lecz ogień trawi szybko i ciągle mu mało
Ma coraz większe wymogi nie starczają mu drzazgi
Trzeba brać kłody spod nogi co kiedyś kładł Ci każdy

Czujesz jego blask i ogrzewa jego ciepło
Chciałbyś aby ta chwila trwała całą wieczność
Bo gdy ogień już bucha sam z sobie wysoko
z tą  drugą osobą możesz przeciwstawić się mrokom

Lecz gdy nadejdzie późna godzina
I nikt z dwojga nie ma już siły by ogień podtrzymać
Zaczną się warty, a jak na jednej zaśniesz...
Wtedy ognisko wasze zgaśnie


Żyroskop feat. H. Frąckowiak

Idę nie ominie mnie mój własny los
Idę to jest droga, którą muszę przejść

Wczoraj i dziś złączyły się jak fale walkie talkie
12 lat temu pierwsze rymy spod dłoni
Do góry do góry podnoszę się nie patrząc na boki
w pokładzie latam dziury samotnie pierwsze kroki
Los buja a ja taĶcze jak na biegunach konik
mistrz ironii
ma fantazje jak wielki elektronik
z makaronu pecha strzela
od zapadni też nie stroni

bliscy mnożą się hurtowo jak jesienią pneumokoki
wszyscy tworzą nałogowo małe stadka niczym foki
dzieci szkraby wszędzie dzieci to już narodzin potoki
wielkie szczęścia to obłoki trochę też renty kapoki
ciężko jest nie zauważyć, że rozchodzą nam się drogi
nagle rozmów są dwa bloki
życie singla versus pieluchy i soki

Ich szczęście cieszy mnie jak bąki słoni
Jak łepków podglądanie dziewczyn na koloni
Oni maja swe rodziny a ja muzykę na skroni
Ona chroni mnie i niesie siłą Waszych dłoni

może znajdę kiedyś swoją zorze boską
miałem bajkę więc wiem że nie będzie prosto
frajda w tym że teraz wożę się beztrosko
bajkiem kajtem zimą deskom z muzyką non stop
zwierzam się bitom rzadko fejsa postom
dostąpiłem tego że tworzę ale czuję mocno
bycie odmieńcem deser przeplatany chłostą
uczę się pokory do równowag jak żyroskop
idę a rany dziarga dystansu krosno
definiuję się na nowo ten oto głos to
mc L.U.C nowej drogi apostoł


Empatii reflekcje feat. S. Sojka, Rahim

Filozofia zmienia się a z nią człowieczeństwo
dodają nam do paszy jakieś "selfie" okrucieństwo

W tivi na banerze ledzie i w piosence
system nasze mozgi pierze wiedzie handlu encepence
cycki mięsne jeże potrzeb egzotyczny tercet
hipnoza w eterze że zasługuję na więcej
mało daje dużo bierze się w kapitalizmu panierce
lepsze usta i talerze wielu chce wyciąga ręce
wielu wierzy lub już wie że frajerem kto dla poświęceń
żyje w "selfie" erze atak na empatii twierdze
wielu na siebie chce flesze sam czasem tym śmierdzę
jak pragnienie sprite ego dławi serce

pękają małżeństwa jak szybki ajfonów
nowy model miłosci zmiana pipki telefonu
każdy chce kota i rybki jak ciężary to z balonów
partnera nerki łydki z billbordu lub salonu

wierność i pokora jak finanse Enronu
a każą iść po torach razem za ręce do zgonu
więc szukamy porad jak polskie wojsko dronów
dysonans treści bajek wywraca nas z pontonu

Rahim
nie trzeba tu
geniusza z matmy
aby mnożyć fakty
zmieniś plus intratny
w minus bycia stratnym

pary tworzą pakty
podpisują akty
sparing adekwatny
do egoistycznych praktyk

więcej powiem każdy sobie rzepkę skrobie w matni
choć klimat niczym w baśni rozpoczyna moc sympatii
niezupełnie tworzą pełnię wielce niepodatni
aby uwydatnić pokłady swej empatii

czy to lepszego życia poradnik? zgadnij
1+1 równe 1. Mogę uzasadnić.
ten komu serce skradli ma rozum jak zakładnik
co wpadł do rozpadlin miłosnej wykładni

a
gdy realiów barwnik jako nowy składnik
cóż, zmienia róż, któż śmieje się ostatni?
dość póz, porozumienie dusz, czysty Matrix,
chyba już z ucznia rodzi się czeladnik, weź to badnij

bądź sobą, pokaż piękne wnętrze #Quasimodo
rusz głową, nie stój jak posąg #Dyskobol
i nie gap się tym tępym wzrokiem #Hodor
bez cierpienia nie zrozumiesz szczęścia #Fiodor


PRZYJACIELE MOI

Przyjaźnie to mnie zachwyca
słońce wychodzi lęki maleją a z nimi źrenica
samotność to niebezpieczna okolica
człowiek nie w korytarzu gaśnica
lecz odwrotność
bynajmniej i zakonnica sama nie powinna w kącie stać
bo to okropność
trzymajmy się razem jak dupę sztyca
mocno zażyle jak kierownice Kubica stokrotność
elo dla fanów dzięki za pozdro na Waszych ulicach

Przyjaciele moi
za was toast na raz
Przyjaciele moi
z Wami serce łatwiej nieść

Nie ma skali na przyjaźnie to jak alpejska lina
to nie zaśnie a na pasie karabińczyk nam zapina
razem idziemy wyraźnie jak Soprano rodzina
szczytami przez baśnie wszystkie gatunki kina
idziemy na finał
nad nami niebo marzeń pod nami smutków dolina
przepaść i mrok zimna porażek kotlina
nieraz coś trzaśnie gdy los kogo przeklina
zły piorun chlaśnie spoliczkuje ciosem Korwina
nadzieja gaśnie jak jajecznica ścina
ale wtedy lina się napina i jak kotwica nas trzyma
hej przyjaciele dzięki za asekuracje w czynach